Pochwała Tramwaju Numer Siedem

Wieczorny śnieg wciąż i wciąż ciągnął od kolejowych torów i przedmiejskich ogródków, a gdy dotarł aż tutaj, do starego miasta zasypywał uliczki i podwórza, więzienie i kościoły, uniwersytet i pomniki, samochody na chodnikach i tramwaj, który stał na środku ulicy.
Serhij Żadan

***

POCHWAŁA TRAMWAJU NUMER SIEDEM

Jurij Andruchowycz

Siódemka jedzie w stronę Łyczakowa,
mija kościół, w kierunku cmentarza.
ty jaśniejesz jak korona makowa,
і mnie gwiazda daleka poraża.

Antykwariat na torach postukuje
przez zaspy gładkie jak lodowisko
siódme nasze na kołach schronisko
і zamarzłe słowo źródłem strapienia

Przez północ przejeżdżamy osobno
tramwaj mija postacie spóźnione
lampa z drugiej strony niczym boja,
trzemy uparcie szyby oszronione

а gdyby tak coś we dwoje zobaczyć
lecz wątpliwe, by dziś się udało
skrzypi skórzana wagonów harmonia
śnieg wieże pomalował na biało…

Ja biję czołem – nad koleją losu
nie w porę przyszła lecz przeznaczona
Dwa życia rozłączone jak szyny,
noc lutowa ma ciemnej lutni znamiona

Raczej nie przez to że tramwaj kołysze
na pętli zrobi się nieco cierpko
coś wielkiego dzieje się z pogodą
Schodzimy na ziemię, pasażerko…