Hurkot Tramwaju

Wszystko zaczynało się na przedmieściach. Zgraje ptaków podrywały się ponad obejścia i parkany, mknęły przez park, nad uniwersytetem, w stronę starego miasta, pozostawiając w dole prospekt i puste bazary, lecąc w kierunku tramwajów i ratusza. Gdy nie znajdowały tam niczego ciekawego, zataczały koło nad Rynkiem i gubiły się wśród wąskich ulic, wlatywały do czarnych, jak psie podniebienia, bram. Najdociekliwsze spośród ptaków, te najbardziej głodne i zuchwałe, siadały na parapetach starych budynków i wytrwale przechadzały się po nich. Spoglądały przez zamarznięte szyby, za którymi działy się rzeczy zagadkowe i niezrozumiałe. Wrażenie zapierało dech w ptasich piersiach, a ze zdumienia otwierały się im dzioby.
Serhij Żadan

***

HURKOT TRAMWAJU

Mariana Sawka

Tutaj nawet hurkot tramwaju – to wieczorne dzwony,
Tutaj nawet dym – nie jest gorzki, a słodko-słony
Tutaj nawet mżawka miękka jest jak dziecięca dłoń

Tutaj każdy plac wzlatuje w niebo jako ptak biały
Tutaj każde drzewo pnie się do słońca nad dachem
Tutaj każdy kwiat twoimi ustami pachnie.